Skip to main content
Poranek na targu San Pedro

Poranek na targu San Pedro

Pierwszy raz poszedłem na targ San Pedro, szukając pamiątek, a wyszedłem z niestrawnością i o wiele lepszym zrozumieniem, jak Cusco naprawdę je. Wróciłem tam jeszcze cztery razy tej podróży, zawsze rano, zawsze głodny. To targ, przez który większość odwiedzających przechodzi w piętnaście minut; oto wersja, którą dostajesz, gdy zwolnisz i coś zamówisz.

Zacznij przy stoiskach z sokami

Tuż za głównym wejściem długi rząd kobiet prowadzi stoiska z sokami zastawione piramidami owoców, i tu wysłałbym każdego najpierw. Wskazujesz, miksują, a za S/ 5-8 (1,50-2 USD) dostajesz ogromną szklankę świeżego soku, często dopełnioną tym, co zostało w blenderze, jako „yapa” — mały dodatek.

Przerobiłem papaję, potem „specjalny”, który zawierał makę, buraka i rzeczy, których nie potrafiłem rozpoznać, a ostatniego ranka spienioną mieszankę, o której sprzedawca przysięgał, że pomoże z wysokością. Czy pomogła, czy nie, smakowała truskawkami i czułem się świetnie. Wybierz stoisko z największą liczbą miejscowych i najdłuższą kolejką; bywalcy wiedzą.

Śniadanie tam, gdzie jedzą tragarze

Za rzędem soków, w sekcji jedzenia na ciepło, jest skupisko stoisk robiących gorące śniadania dla ludzi, którzy pracują na targu — tragarzy, sprzedawców, dostawców. Tu zjadłem najlepsze tanie posiłki całej podróży. Miska caldo de gallina (rosół z kury, podawany z całym kawałkiem kurczaka i makaronem) za S/ 8, zjedzona łokieć w łokieć z mężczyzną na przerwie, pobiła każde restauracyjne śniadanie, za które gdzie indziej płaciłem trzy razy tyle.

Jest też zupa z żab — caldo de rana — która naprawdę jest w menu i naprawdę spożywana ze względu na rzekome właściwości wzmacniające. Spróbowałem. Smakuje łagodnie, trochę jak delikatny bulion z kurczaka, i szczerze nie mogę powiedzieć, że poczułem się wzmocniony, ale cieszę się, że nie stchórzyłem. Przewodnik kulinarny po targu San Pedro wymienia, których stoisk szukać.

Alejki, sekcja po sekcji

San Pedro jest zorganizowany tak, jak są dobre targi, według kategorii, a wędrowanie po nim to połowa przyjemności.

Alejka z serem i nabiałem to objawienie — krążki świeżego andyjskiego sera ułożone jak koła, którymi są, i sprzedawcy, którzy odkroją ci plasterek do spróbowania bez żadnej presji kupna. Kupiłem klin za mniej niż S/ 10 i jadłem go z chlebem przez dwa dni.

Sekcja pieczywa sprzedaje chutę, wielkie okrągłe andyjskie bochny, obok słodkich bułek i gęstego lokalnego chleba. Strefa zbóż i nasion to ściana odmian komosy ryżowej, suszonej kukurydzy, fasoli i liofilizowanego ziemniaka (chuño), który wygląda jak żwir i mylił mnie, dopóki ktoś nie wyjaśnił.

Potem jest sekcja czekolady i koki, gdzie kupisz surowe kakao, liście koki na worki za parę soli i czekoladę faktycznie zrobioną w Cusco. Część jest znakomita; część to turystyczna tandeta w ładnym opakowaniu. Próbuj, zanim zaufasz opakowaniu.

Kącik znachorów

Ukryta z jednej strony jest sekcja, która zaskakuje każdego odwiedzającego: stoiska curandero, sprzedające zioła, suszone płody lam (na ofiary dla Pachamamy, matki ziemi), kadzidła, świece w konkretnych kolorach na konkretne intencje i proszki na dolegliwości i szczęście. To nie teatr dla turystów — miejscowi kupują tu prawdziwe tradycyjne lekarstwa i ofiary rytualne.

Kupiłem małą wiązkę despacho i sprzedawca cierpliwie wyjaśnił, powolnym hiszpańskim, do czego służy każdy element. Niezależnie od tego, czy w cokolwiek wierzysz, to okno na żywy andyjski światopogląd, który wygodnie współistnieje z katolicką katedrą dwie przecznice dalej. Przewodnik po kulturze keczua daje więcej kontekstu o wierzeniach za tym stojących.

Co kupić, a co pominąć

Kup: owoce, sok, ser, czekoladę, ziarna kawy, herbatę z koki, gorące śniadanie i przyprawy. To rzeczy, które targ robi najlepiej i gdzie twoje sole sięgają najdalej.

Pomiń albo przynajmniej mocno targuj się o: tkaniny i wyroby „z alpaki” przy krawędziach skierowanych do turystów. Sporo z tego to akryl lub wyrób maszynowy, przepłacony jak na tę lokalizację. Po prawdziwe tkactwo poszedłbym do Chinchero albo do spółdzielni, a nie na stoiska pamiątkowe targu — pisałem o tym w przewodniku po andyjskich tkaninach.

Wycieczka na kurs gotowania

Po trzech porankach jedzenia cudzego gotowania zapisałem się na kurs, który zaczyna się od oprowadzanych zakupów na targu San Pedro, a potem uczy gotować to, co kupiłeś. Chodzenie po alejkach z kimś, kto potrafił nazwać wszystko i porządnie się targować, zamieniło targ ze spektaklu w coś, co w połowie rozumiałem:

Targ San Pedro i kurs kuchni peruwiańskiej

Zrobiliśmy ceviche i lomo saltado ze składników z targu, wypiliśmy pisco sour, które sami zmieszaliśmy, i w końcu nauczyłem się różnicy między papryczkami, na które wskazywałem losowo przez tydzień.

Praktyczne drobiazgi

Targ jest otwarty codziennie, najbardziej ruchliwy i najlepszy rano — byłbym tam do ósmej albo dziewiątej. Jest tuż przy stacji kolejowej San Pedro, kilka przecznic w dół od Plaza de Armas. Weź drobną gotówkę; nikt nie przyjmuje kart. Pilnuj torby w zatłoczonych sekcjach, jak na każdym ruchliwym targu, ale nigdy nie czułem się choćby trochę niebezpiecznie. Usiądź i zjedz coś gorącego przynajmniej raz — o to chodzi.

Przewodnik najlepsze restauracje w Cusco opisuje, gdzie jeść wieczorem, a przewodnik po kuchni peruwiańskiej wyjaśnia dania. Ale jeśli chcesz zrozumieć, jak Cusco je na co dzień, zaczynasz w San Pedro, z sokiem w jednej ręce i miską zupy przed sobą, zanim przyjdą grupy turystyczne.