Skip to main content
Szlak Inków: cztery dni, dwa ciężkie poranki, jedna Brama Słońca

Szlak Inków: cztery dni, dwa ciężkie poranki, jedna Brama Słońca

Zarezerwowane sześć miesięcy wcześniej, bo tylko tak się da

Pierwsza rzecz, którą trzeba zrozumieć w klasycznym czterodniowym Szlaku Inków, to to, że decyzja o jego zrobieniu zapada na długo przed samym trekiem. Pozwolenia są limitowane, wyprzedają się miesiące wcześniej — na szczyt sezonu zarezerwowałem mniej więcej sześć miesięcy przed — i nie da się tego zrobić samodzielnie; tylko licencjonowani operatorzy, bez wyjątków. Załatwiłem pozwolenie i operatora w środku zimy w domu, a potem prawie zapomniałem o tym, dopóki się nie zbliżyło. Przewodnik po pozwoleniach na Szlak Inków wyjaśnia okno rezerwacji porządnie; krótka wersja to: zrób to żenująco wcześnie.

To relacja z tego, jak faktycznie przebiegły te cztery dni, napisana tak, żebyś wiedział, na co się piszesz, a nie wersja z folderu.

Dzień 1 — łagodnie, zwodniczo

Zaczęliśmy w Km 82 koło Ollantaytambo, początku szlaku, po odprawie poprzedniego wieczoru i wczesnoporannym autobusie z Cusco. Dzień pierwszy jest tym łatwym — pofałdowany, głównie wzdłuż rzeki Urubamba, kilka podejść, ale nic okrutnego. Minęliśmy nasze pierwsze ruiny, Llactapata, rozrzucone na zboczu, a grupa zrobiła zwykłą pierwszodniową rzecz, gadając za dużo i idąc za szybko.

To, co uderzyło mnie pierwszego dnia, to nie krajobraz, tylko tragarze. Ci mężczyźni — wielu z nich niemłodych, wielu w sandałach — nieśli namioty, jedzenie, sprzęt do gotowania, wszystko, w tempie, przy którym nasza nieobciążona grupa wyglądała śmiesznie. Wyprzedzali nas na podejściu, niosąc potrójną naszą wagę, rozstawiali cały obóz i mieli gorące napoje gotowe, gdy my się dowlekaliśmy. Wrócę do nich, bo na to zasługują.

Pierwszą noc biwakowaliśmy najedzeni i naiwni, bo wszyscy wiedzieli, czym jest dzień drugi.

Dzień 2 — Przełęcz Martwej Kobiety, dzień, którego wszyscy się boją

Dzień drugi jest tym trudnym i zasługuje na swoją reputację. Wspinasz się z około 3000 metrów na szczyt Warmiwañusca — Przełęcz Martwej Kobiety — na 4215 metrów (13 830 stóp). To godziny nieustannego podejścia, w dużej części po stromych kamiennych stopniach, na wysokości, gdzie twoje ciało już się z tobą kłóci.

Nie będę tego upiększał: to była najtrudniejsza ciągła fizyczna rzecz, jaką robiłem od lat. Ostatnią godzinę do przełęczy liczyłem kroki między odpoczynkami, płuca płonęły, podczas gdy tragarze znów przechadzali się obok, jakby to był niedzielny spacer. Liście koki trochę pomogły, podejście powoli-i-równo pomogło bardziej, a porządna wcześniejsza aklimatyzacja w Cusco pomogła najbardziej. Każdy, kto pomija aklimatyzację w Cusco i próbuje przepchnąć się siłą przez dzień drugi, ma koszmarny czas; wbudowałem najpierw cztery dni w mieście i wciąż cierpiałem. Kompletny przewodnik po Szlaku Inków jest szczery co do trudności.

Wejście na przełęcz to jeden z tych naprawdę zasłużonych momentów. Potem schodzisz prosto w dół brutalnymi schodami do obozu, kolana narzekają całą drogę, i padasz do namiotu, czując, że zrobiłeś coś prawdziwego. Co rzeczywiście miało miejsce.

Dzień 3 — ten piękny

Dzień trzeci jest najdłuższy, ale najbardziej satysfakcjonujący, a po dniu drugim wydaje się niemal do ogarnięcia. To dzień, w którym szlak zamienia się z „wędrówki” w „drogę Inków przez las mglisty”, wijąc się obok stanowiska za stanowiskiem — Runkurakay, Sayacmarca, Phuyupatamarca przycupnięte na swoim grzbiecie — a roślinność robi się bujniejsza, a widoki otwierają się na głębokie zielone doliny.

To także dzień, w którym sama inżynieria szlaku staje się sednem. Idziesz po oryginalnym kamieniarstwie Inków, przez oryginalne tunele Inków, obok tarasów wciąż czepiających się niemożliwych zboczy. Dotarliśmy do Wiñay Wayna późnym popołudniem, niezwykłego tarasowego stanowiska, którego niemal nikt jadący pociągiem nigdy nie widzi, i biwakowaliśmy w jego pobliżu, wiedząc, że następny poranek jest tym, po który przyszliśmy.

Jedzenie na biwaku, swoją drogą, było absurdalnie dobre — zupy, świeżo gotowane dania główne, nawet ciasto jakoś wyczarowane ostatniej nocy — wszystko wyczarowane przez ekipę kucharzy w namiocie w górach. Naprawdę jadłem gorzej w restauracjach.

Dzień 4 — Brama Słońca o świcie

Dzień czwarty zaczyna się po ciemku. Jesteś na nogach na długo przed świtem, by dotrzeć do punktu kontrolnego i przejść ostatni odcinek do Inti Punku, Bramy Słońca, idealnie gdy słońce wstaje nad Machu Picchu w dole. Przeszliśmy ostatni odcinek w świetle czołówki, półprzytomni, potem wspięliśmy się na krótki brutalny fragment, który nazywają „małpimi schodami”, aż do bramy.

I tam było. Z Bramy Słońca Machu Picchu leży poniżej, w siodle gór, dokładnie tak, jak Inkowie zamierzali, byś je najpierw zobaczył — przybywając pieszo, z góry, po czterech dniach wysiłku. Widziałem tysiąc zdjęć. Żadne nie przygotowało mnie na uczucie, że tam doszedłem, na to, że miasto odsłania się, bo zapracowałem na ten kąt. Ludzie w mojej grupie płakali. Ja byłem blisko.

Zeszliśmy do samego stanowiska na oprowadzanie z przewodnikiem, wyczerpani i rozradowani, podczas gdy jednodniowi turyści przyjeżdżali świeżo z pociągu, patrząc zdezorientowani na brudnych, rozpromienionych trekkersów krążących dookoła. Jest jakaś zadufanie w przybyciu pieszo, za które nie przepraszam.

O tragarzach i porządnym napiwku

Muszę się przy tym zatrzymać, bo to część, którą relacje z wypraw często prześlizgują. Trek działa dosłownie na plecach tragarzy, a są opłacani skromnie za naprawdę katorżniczą pracę. Daj im porządny napiwek — zbierzcie hojny grupowy napiwek i wręczcie go bezpośrednio podczas ceremonii ostatniej nocy, na dodatek do wybrania operatora, który traktuje ich przyzwoicie w pierwszej kolejności. Tani operatorzy często tną koszty na dobrostanie tragarzy. Zapłacenie trochę więcej za etyczną firmę nie jest luksusem, to słuszna decyzja. Kompletny przewodnik po Szlaku Inków opisuje, którzy operatorzy są godni zaufania.

Co bym spakował i co przepakowałem

Przepakowałem się, jak każdy. Naprawdę potrzebujesz: rozchodzonych butów (nie bierz nowych), porządnej odzieży przeciwdeszczowej, warstw na prawdziwy chłód w wysokich obozach, ciepłego śpiwora, zestawu na pęcherze i o wiele mniej ubrań, niż myślisz. Tragarze niosą przydział wagi twojego sprzętu, więc pakuj się bezlitośnie. Przewodnik co spakować na Szlak Inków to ten, który powinienem był przeczytać uważniej.

Trening, który zrobiłem, i czy pomógł

Nie jestem sportowcem i martwiłem się w miesiącach przed, czy dam radę. Co faktycznie zrobiłem: sporo chodzenia po wzgórzach z obciążonym plecakiem, trochę pracy na schodach i ogólny wysiłek, by robić cardio kilka razy w tygodniu. Czy pomogło? Tak — ale mniej, niż liczyłem, bo prawdziwym zabójcą na Szlaku Inków nie jest kondycja, tylko wysokość, a tego nie da się trenować na poziomie morza.

Najbardziej wysportowana osoba w mojej grupie, maratończyk, miała najgorszy czas drugiego dnia, bo przyleciał późno i się nie zaaklimatyzował; tymczasem para po sześćdziesiątce, która spędziła tydzień, przyzwyczajając się do wysokości w Cusco i Świętej Dolinie, przeszła to gładko. Lekcja: zrób trochę treningu, jasne, ale przedkładaj spędzenie prawdziwego czasu na wysokości nad bycie odrobinę sprawniejszym. Kilka dni bazowania w okolicach Cusco z jednodniowymi wycieczkami jest warte więcej niż tygodnie na siłowni.

Jak te dni faktycznie czują się fizycznie

Dla każdego, kto nerwowo zastanawia się, co go czeka: dzień pierwszy to rozgrzewka, której twoje ciało ledwo zauważa. Dzień drugi to prawdziwy, długotrwały ciężki wysiłek — spodziewaj się, że będziesz wolny, że będziesz się często zatrzymywać i czuć każdy z tych 4215 metrów. Dzień trzeci jest długi dla nóg i ciężki dla kolan przez całe schodzenie, ale nieustanne ruiny i widoki cię przeniosą. Dzień czwarty jest krótki, ale jesteś zmęczony, wzruszony i idziesz po ciemku na początku.

Kijki trekkingowe ogromnie pomogły moim kolanom na zejściach i naprawdę nazwałbym je niezbędnymi, a nie opcjonalnymi. Obozy są podstawowe, ale operator zajmuje się namiotami i jedzeniem, więc twoim zadaniem jest tylko iść i regenerować się. Przewodnik po pozwoleniach na Szlak Inków i szersze porównanie najlepszych treków do Machu Picchu pomogą ci zweryfikować, czy to właściwy trek dla twojej kondycji i harmonogramu.

Czy warto? Bez wahania

Szlak Inków jest trudny, drogi, rezerwowany miesiące wcześniej i fizycznie wymagający w sposób, który zaskoczył kogoś, kto myślał, że jest rozsądnie wysportowany. Jest też, bez wątpienia, najlepszymi czterema dniami każdej wyprawy, jaką odbyłem. Połączenie krajobrazu, ruin, które widzą tylko trekkersi, koleżeństwa cierpiącej grupy i tego ostatecznego przybycia przez Bramę Słońca sumuje się w coś, czego pociąg po prostu nie może dać.

Jeśli możesz zdobyć pozwolenie, jeśli porządnie się zaaklimatyzujesz i jeśli jesteś gotów przyjąć dzień drugi jako obrzęd przejścia, zrób to. To mniej więcej trek, który zarezerwowałem.

4-dniowy trek Szlakiem Inków do Machu Picchu z przewodnikiem

Dotarłem do Bramy Słońca brudny, wyczerpany i szczerzący się jak idiota. Najlepszy możliwy sposób na spotkanie Machu Picchu.