Skip to main content
Poranek, gdy oglądałem kondory w Kanionie Colca

Poranek, gdy oglądałem kondory w Kanionie Colca

Bywałem na nogach o 3 w nocy na loty, na imprezy i raz na alarm pożarowy. Nigdy nie byłem na nogach o 3 w nocy dobrowolnie, na zimnie, żeby patrzeć na ptaki. Kanion Colca to zmienił i zrobiłbym to znowu jutro.

Nastawianie budzika po ciemku

Zjechałem do Arequipy z Cusco i dałem sobie dwa dni na kanion. Większość ludzi robi to jako jedno- lub dwudniową wycieczkę z Arequipy, a ja polecam wersję dwudniową — wycieczka jednodniowa oznacza wyjazd z Arequipy koło 3 w nocy i powrót dopiero późnym wieczorem, czyli karkołomne ponad czternaście godzin w busie dla w istocie dość krótkiego okienka przy punkcie widokowym.

Wybrałem opcję dwudniową i pierwszą noc przespałem w Chivay, miasteczku na krawędzi kanionu. Dwudniowa wycieczka po Colca kosztowała mnie około 55 USD i obejmowała transport, nocleg w Chivay i postój w łaźniach termalnych, które po zimnym dniu w wysokich górach nie były ozdobnikiem, za jaki je miałem. Przewodnik o kondorach Colca ostrzegał mnie, że wersja jednodniowa jest wyczerpująca, a widząc plan, wierzę w to.

Chivay i droga w głąb

Chivay leży na około 3600 metrów, wyżej niż Cusco, co mnie zaskoczyło — zakładałem, że zjazd w stronę Arequipy oznacza niższą wysokość przez całą drogę, ale droga do kanionu wspina się z powrotem przez wysoką przełęcz ponad 4900 metrów, najwyższy punkt całej mojej podróży. Bus zatrzymał się tam przy smaganym wiatrem punkcie widokowym pełnym kopczyków z układanych kamieni, a wyjście w to rzadkie, tnące powietrze na dziesięć minut przypomniało moim płucom, gdzie dokładnie są. Po drodze widzieliśmy wikunie pasące się na altiplano, dzikie i płochliwe, których wełna słynie jako najlepsza i najdroższa na świecie.

Łaźnie termalne pod Chivay tego wieczoru — La Calera — kosztowały kilka solii i były naprawdę cudowne, parujące baseny pod zimnym ciemnym niebem. Wymoczyłem się, zjadłem wczesną kolację z alpaki w mieście za S/30 i poszedłem spać, wiedząc, że budzik nastawiony jest na nierozsądną godzinę.

Cruz del Cóndor o świcie

Następnego ranka jechaliśmy wzdłuż krawędzi kanionu po ciemku do punktu widokowego Cruz del Cóndor. Colca jest, w zależności od sposobu pomiaru, około dwa razy głębsza niż Wielki Kanion, choć ma inny kształt — mniej stromy, bardziej rozległy, zielono-brązowy rów z tarasowymi polami przyczepionymi do górnych ścian. W przedświtowym zimnie była tylko czarną pustką pod barierką i powoli wypełniającym się tłumem innych drżących turystów.

Będę szczery co do tłumów: jest tłoczno. Gdy nastało światło, wzdłuż krawędzi stało dwieście osób, przepychających się do barierki, i rząd kobiet w tradycyjnych strojach pozujących z orłami i lamami za napiwki. To nie jest doświadczenie dzikiej przyrody. Punkt widokowy Kanionu Colca jest zdecydowanie na trasie turystycznej i powinieneś przyjechać, spodziewając się tego.

A potem przyleciały kondory.

Te dwadzieścia minut

Kondor andyjski jest ogromny — rozpiętość skrzydeł ponad trzy metry, jeden z największych latających ptaków na ziemi — i wykorzystuje poranne prądy termiczne unoszące się z kanionu, by wznosić się bez machania skrzydłami. Pierwszy pojawił się jako czarny punkcik daleko w dole, a potem po prostu wzniósł się, w powolnych spiralach, aż minął punkt widokowy na poziomie oczu, ledwie piętnaście metrów dalej, na tyle blisko, że słyszałem wiatr w jego piórach i widziałem białą kryzę na szyi. Nikt się nie odzywał. Nawet panie z orłami przestały.

Przez następne dwadzieścia minut może sześć czy siedem kondorów wzbiło się na prądach termicznych obok nas, przechylając się i krążąc, kompletnie obojętne na tłum. To jeden z nielicznych momentów z dziką przyrodą w moim życiu, który naprawdę dorównał zdjęciom. Nastawiałem się na rozczarowanie — ptaki nie dotrzymują umów — a zamiast tego dostałem pełne widowisko.

Zastrzeżenie, bo uczciwość się liczy: obserwacje są sezonowe i niegwarantowane. Najpewniejsze są w porannych prądach termicznych pory suchej, mniej więcej od maja do listopada, i to konkretnie wczesnym rankiem. Pojechałem w lutym, w porze zielonej, i miałem szczęście z pogodnym porankiem; inni w moim autobusie byli dzień wcześniej w chmurach i nie widzieli nic. Jeśli kondory to cały powód twojego przyjazdu, oceń szanse i jedź w porze suchej.

Co jeszcze oferuje kanion

Gdy punkt widokowy się opróżnił, wycieczka zatrzymała się w kilku małych wioskach — Yanque, Maca — z ładnymi kolonialnymi kościołami i znów gospodarką napiwek-za-zdjęcie w pełnym rozkwicie. Jest piękny spacer w dół do kanionu dla tych, którzy mają więcej dni; poważni trekkerzy robią dwu- lub trzydniową wędrówkę do oazy na dnie i z powrotem, na co nie miałem czasu, ale patrzyłem z prawdziwą zazdrością, jak grupa wyrusza. Gdybym wrócił, zaplanowałbym czas na zejście w dół, zamiast tylko zaglądać za krawędź.

Powrót do Arequipy zajął resztę dnia, z tą samą wysoką przełęczą i postojem na obiad. Wróciłem do białego miasta wczesnym wieczorem, zmęczony i lekko spalony słońcem mimo chłodu, i absurdalnie szczęśliwy z powodu kilku ptaków.

Czy powiedziałbym ci, żebyś pojechał?

Tak — z trzema radami. Wybierz wycieczkę dwudniową, nie jednodniowy marsz śmierci. Jedź w porze suchej, jeśli kondory są twoim priorytetem, i przyjedź do punktu widokowego nastawiony na tłumy, a nie samotność. I ubierz się na prawdziwy chłód o świcie; byłem w czapce, rękawiczkach i dwóch kurtkach, a i tak drżałem, dopóki słońce nie wzeszło nad krawędź.

Jest turystycznie, to wczesna pobudka i nie ma gwarancji. Ale stanie na krawędzi kanionu o wschodzie słońca, gdy trzymetrowy kondor przechyla się tuż obok na poziomie oczu, to coś, dla czego rezerwuje się całą podróż do Peru w nadziei, że się to znajdzie, a w mój jeden pogodny lutowy poranek Colca to dostarczyła.