Trzy dni nad Amazonką z Iquitos: rzeczny dziennik
Iquitos to największe miasto na świecie, do którego nie da się dojechać. Niech to przez sekundę dotrze. Nie ma drogi do środka ani na zewnątrz; przybywasz samolotem albo rzeką, a w momencie lądowania rozumiesz, że to zupełnie inne Peru. Żadnych Andów, żadnej herbaty z koki, żadnej wysokości. Tylko upał, zapach rzeki, brzęczenie pięćdziesięciu tysięcy mototaksówek i największa dżungla świata napierająca ze wszystkich stron. Przyjechałem na trzy dni nad Amazonkę i wyjechałem z błotem na butach i listą rzeczy, których się nie spodziewałem.
Miasto przed rzeką
Dałem sobie pełny dzień w Iquitos przed wyruszeniem w dół rzeki, co poleciłbym każdemu, bo miasto jest dziwne i tego warte. To wyblakłe miasto z czasów boomu kauczukowego, same kruszące się kafelkowe rezydencje i budynek z kutego żelaza przypisywany warsztatowi Eiffla przy Plaza de Armas. Upał jest całkowity i wilgotny w sposób, na który wybrzeże nigdy nie przygotowuje; zmieniłem koszulę dwa razy przed obiadem.
Czego nie da się pominąć, to Belén, pływający targ i dzielnica, gdzie dolne miasto dosłownie wznosi się i opada z rzeką. Poszedłem rano i przeszedłem przez stragany sprzedające wszystko, co produkuje dżungla: rzeczne ryby, których nie umiałem nazwać, stosy owoców camu camu i aguaje, lecznicze kory i nalewki, larwy suri wijące się w miskach, które sprzedawcy smażą na życzenie. Spróbowałem jednej. Smakowała, szczerze, jak maślany boczek i cieszę się, że zrobiłem to raz, i nie mam potrzeby robić tego drugi raz. Belén jest intensywny, czasem konfrontacyjny i to najbardziej żywy targ, przez jaki kiedykolwiek przeszedłem. Pilnuj swoich rzeczy i idź z szacunkiem; tu mieszkają ludzie.
Do lodge
Następnego ranka dołączyłem do trzydniowej, dwunocnej wycieczki po dżungli z przewodnikiem, którą zarezerwowałem z wyprzedzeniem, częściowo dla spokoju ducha, a częściowo dlatego, że organizowanie własnej łodzi, przewodnika i noclegu w dół rzeki to więcej zachodu, niż chciałem w tym upale. Kosztowało mnie nieco ponad 300 USD za wszystko: transport, lodge, wszystkie posiłki, przewodnika i codzienne wyprawy. To średnia półka; można znaleźć taniej i znacznie drożej.
Podróż w tamtą stronę jest częścią doświadczenia. Bus do portu, potem długa przejażdżka motorówką w dół brązowej, kłębiącej się szerokości rzeki, brzegi przesuwają się z domami na palach, machającymi dziećmi i okazjonalnym różowym kształtem przewracającym się na powierzchni. Lodge, gdy do niego dotarliśmy, był skupiskiem krytych strzechą drewnianych bungalowów na palach połączonych podwyższonymi pomostami, z moskitierami nad łóżkami, prysznicami z zimną wodą i elektrycznością na kilka godzin nocą z generatora. Przygotowałem się na coś ostrzejszego. Było rustykalnie, ale komfortowo, a dźwięk dżungli nocą to coś, czego nagranie nie uchwyci.
Dzika przyroda, z opanowanymi oczekiwaniami
Pozwól, że będę szczery co do Amazonii, bo broszury nie są. Nie wychodzisz z łodzi prosto w sekwencję Davida Attenborough. Las jest gęsty, zwierzęta są płochliwe, a duża część fauny jest mała, odległa albo aktywna o godzinach, o których wolałbyś spać. Opanuj oczekiwania, a będziesz zachwycony; przyjedź, spodziewając się jaguarów na brzegu rzeki, a będziesz rozczarowany.
Mimo to przez trzy dni rzeka oddała niezwykłą ilość. Widzieliśmy różowe delfiny rzeczne wynurzające się wielokrotnie podczas porannej przejażdżki łodzią, ich grzbiety przewracające się szaroróżowo i znikające, zanim aparat zdążył złapać ostrość. Wypatrzyliśmy leniwce trójpalczaste, mnóstwo ptaków, w tym ary i tukany, małpy przedzierające się przez koronę drzew, a nocą, podczas powolnego wiosłowania przez zalany las, czerwony blask oczu kajmana złapany w latarce przewodnika. Mój przewodnik potrafił znaleźć i nazwać rzeczy, których nigdy bym nie zauważył, co jest całą wartością chodzenia z nim, a nie samemu.
Łowienie piranii było komediowym punktem kulminacyjnym. Pocięliśmy przynętę, wrzuciliśmy żyłki z kanu i głównie karmiliśmy piranie za darmo, gdy obdzierały nasze haczyki. Złapałem dwie; jedną wypuściliśmy, jedna stała się częścią kolacji. Mają niepokojące zęby i bardzo mało mięsa. Warte zrobienia dla historii.
Rzeczy, przed którymi nikt cię nie ostrzega
Komary są prawdziwe i bezlitosne nad wodą o zmierzchu. Kupiłem repelent w Iquitos i używałem go obficie i wciąż dostawałem ukąszenia. Długie rękawy, długie spodnie wsunięte w skarpetki i zaakceptowanie pewnego poziomu swędzenia to jedyny sposób, by przez to przejść. Noś to, co wygląda śmiesznie. Nikt cię tu nie ocenia.
Upał i wilgotność nigdy nie odpuszczają. Twoje ubrania nie schną. Obiektyw aparatu zachodzi mgłą za każdym razem, gdy wychodzisz z łodzi do chłodniejszego lasu. Wodoodporna torba na elektronikę nie jest opcjonalna. Nie doceniłem też, jak fizyczne będą niektóre dżunglowe spacery: błoto po golenie, śliskie korzenie i teren pod kalosze, na które lodge na szczęście je dostarczył.
A jedzenie, którym się martwiłem, było prawdziwą przyjemnością. Grillowana rzeczna ryba zawinięta i gotowana w liściach bijao, banany w każdej postaci, świeże dżunglowe owoce przy każdym posiłku oraz ryż i fasola, które smakowały lepiej, niż miały prawo, po poranku wędrówki. Jadłem dobrze i nie rozchorowałem się, co w Amazonii jest osobnym małym zwycięstwem.
Noc, której nie zapomnę
Najlepszy moment był nieplanowany. Drugiej nocy przewodnik zabrał nas kanu z wyłączonym silnikiem, wiosłując cicho w boczny kanał, i poprosił, byśmy zgasili latarki. Ciemność była zupełna. Potem wskazał w górę. Niebo nad Amazonią, z dala od światła miasta, jest tak gęste od gwiazd, że wygląda na pomyłkę. Rzeka była idealnie nieruchoma, a gwiazdy odbijały się w niej, tak że wydawaliśmy się unosić przez środek galaktyki. Owady śpiewały. Kajman gdzieś plusnął. Nikt nie odzywał się przez długi czas. Tych pięć minut było warte całej wyprawy.
Czy poleciłbym?
Tak, z trzeźwą głową co do tego, czym to jest. Amazonia z Iquitos jest gorąca, wilgotna, robaczywa i fizycznie wymagająca, a dzika przyroda wymaga cierpliwości, a nie gwarancji. To także najgłębsze zanurzenie w prawdziwą dzicz, jakie miałem gdziekolwiek, miejsce, które przekalibrowuje twoje poczucie skali. Trzy dni wydały się akurat: dość, by wejść w rytm porannych wypraw łodzią i nocnych spacerów, ale nie tak długo, by dyskomfort mnie zmęczył.
Jeśli wybierasz między bramami do Amazonii, Iquitos daje ci większą rzekę i głębsze poczucie dżungli kosztem lotu, podczas gdy Puerto Maldonado na południu jest łatwiejsze do połączenia z Cusco. Wybrałem Iquitos dla skali i nie żałuję. Weź repelent, któremu ufasz, wodoodporną torbę, lekkie długie ubrania i cierpliwość, by pozwolić lasowi odsłaniać się powoli. Zrobi to, a gdy to zrobi, zrozumiesz, dlaczego ludzie, którzy przyjeżdżają do Amazonii, nigdy nie opisują jej dwa razy tak samo.