Dwa tygodnie w Peru: szczery raport z podróży
Miałem dwa tygodnie, umiarkowany budżet i standardową listę rzeczy, które wypada zobaczyć w Peru. Czternaście dni później większość z nich miałem już za sobą, popełniłem kilka błędów, przed którymi z przyjemnością cię ostrzegę, i wróciłem do domu ze znacznie jaśniejszym poczuciem, jak dobrze wykorzystać ten czas. To wersja bez upiększeń: gdzie poszły dni, ile to kosztowało i co bym zmienił, gdybym mógł zacząć od nowa.
Trasa, w skrócie
Przyleciałem do Limy, dałem stolicy dwa dni, poleciałem do Cusco, spędziłem większość podróży w regionie Cusco i w Świętej Dolinie, zobaczyłem Machu Picchu, a potem ruszyłem na południe nad jezioro Titicaca, by w końcu wrócić do domu z lotniska w Juliace. Z grubsza: dwa dni Lima, sześć dni Cusco i Święta Dolina łącznie z Machu Picchu, trzy dni Titicaca, a reszta zeszła na podróżowanie i jeden dzień, o którym ci opowiem, bo powinienem był spędzić go inaczej.
Jeśli masz wynieść z tego raportu jedno, weź jego kształt: nie próbuj dokładać Amazonii, północnego wybrzeża i Huaraz do czternastodniowej podróży. Widzę ludzi, którzy się o to kuszą, i całe wakacje spędzają w autobusach i samolotach. Dwa tygodnie to porządnie zrobione południowe atrakcje albo gorączkowa mgła. Wybrałem porządnie i jestem zadowolony.
Lima: nie pomijaj jej, ale nie przesiaduj
Lima bywa odprawiana jako miejsce do przelotu. To błąd, ale błędem jest też poświęcanie jej czterech dni. Dwa były w sam raz. Zatrzymałem się w Miraflores, przeszedłem nadmorską promenadą Malecón nad Pacyfikiem, zjadłem moje pierwsze prawdziwe ceviche w skromnej cevichería, gdzie obfity talerz kosztował S/35 (około 9 USD), i spędziłem popołudnie w sąsiednim Barranco wśród murali i starych rezydencji.
Jedzenie jest powodem, by zatrzymać się w Limie. To jedno z wielkich miast kulinarnych i nawet skromny budżet je tu znakomicie. Raz zaszalałem na menu degustacyjnym, które kosztowało więcej niż dwie noce noclegu, i niczego nie żałuję. Przez resztę czasu jadłem menús del día za S/15–20 i byłem całkowicie zadowolony.
Błąd, który niemal popełniłem, to przylot do Limy i lot prosto do Cusco następnego ranka. Lima jest na poziomie morza. Cusco leży na 3400 metrach. Te dni w Limie nie są zmarnowane, jeśli potraktujesz je jako początek podróży, a nie opóźnienie przed nią.
Cusco i rozliczenie z wysokością
Cusco uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałem. Czytałem o wysokości i beztrosko założyłem, że będzie ze mną dobrze. Pierwszej nocy miałem tępy ból głowy, źle spałem i czułem niejasne mdłości, wspinając się łagodnym wzgórzem do mojego pensjonatu w San Blas. To normalne. Piłem herbatę z koki, brałem wszystko powoli i drugiego dnia zacząłem się aklimatyzować.
A oto błąd, który warto głośno zaznaczyć: pierwotnie planowałem wycieczkę na dużą wysokość (Tęczowa Góra, której szczyt sięga ponad 5000 metrów) drugiego dnia w Cusco. Właściciel pensjonatu delikatnie mnie odwiódł, zwracając uwagę, że rzucanie się na 5000 metrów, gdy wciąż męczę się na 3400, to proszenie się o nieszczęsny dzień albo coś gorszego. Przesunąłem ją na późniejszy etap podróży, kiedy byłem już zaaklimatyzowany, i to była słuszna decyzja. Zaplanuj swoje najtrudniejsze i najwyższe aktywności na drugą połowę pobytu na wysokości, nie na początek.
Samo Cusco wynagrodziło powolne dni. Plaza de Armas, świątynia Qorikancha z inkaskim kamieniarstwem zamkniętym wewnątrz kolonialnego kościoła, targ San Pedro, strome brukowane uliczki San Blas. Dałem mu dwa spokojne dni okalające Świętą Dolinę i to wydało się hojne i właściwe.
Święta Dolina, część, którą ludzie zaliczają w pośpiechu
Większość czternastodniowych planów traktuje Świętą Dolinę jako korytarz do Machu Picchu. Ja dałem jej należny czas i stała się cichą perłą podróży. Dolina leży niżej niż Cusco, około 2800 metrów, co czyni ją też mądrym miejscem na nocleg podczas aklimatyzacji.
Spędziłem dwie noce w Ollantaytambo, żywym inkaskim miasteczku, gdzie układ ulic jest oryginalny, a tarasowa twierdza wyrasta wprost z wioski. Stamtąd zwiedziłem tarasy i targ w Pisac, saliny i koliste tarasy w Maras i Moray oraz odbyłem mnóstwo niespiesznych spacerów. Boleto Turístico, bilet turystyczny obejmujący wiele z tych miejsc, kosztował S/130 i szybko się zwrócił.
Ollantaytambo jest też miejscem, skąd odjeżdża pociąg do Aguas Calientes, co czyni je logicznym punktem wyjścia do Machu Picchu, zamiast cofania się do Cusco.
Machu Picchu, ogarnianie machiny
Machu Picchu to najlepiej zorganizowana operacja turystyczna w Peru i nie da się jej zaimprowizować. Bilety są na konkretną godzinę, limitowane, sprzedawane według obwodów i wyprzedają się, zwłaszcza w suchej porze od maja do września. Zarezerwowałem wszystko z dużym wyprzedzeniem.
Pojechałem pociągiem z Ollantaytambo do Aguas Calientes, przenocowałem w miasteczku poniżej (jest przepłacone i istnieje tylko po to, by obsługiwać stanowisko, ale nocleg tam pozwala złapać wczesny autobus w górę) i przeszedłem przez bramę pierwszymi autobusami. Logistykę można złożyć na kilka sposobów; wybrałem wycieczkę łączącą pociąg i bilet wstępu, by zdjąć z głowy stres rezerwacyjny, co w odcinku kolejowym jest naprawdę warte zachodu, biorąc pod uwagę, jak kłopotliwe są oddzielne rezerwacje.
Miejsce dorównało swojej legendzie, nawet z tłumami, nawet z systemem obwodów spędzającym wszystkich ustalonymi trasami. Wczesne wyjście oznaczało godzinę, zanim grupy zorganizowane zgęstniały, mgłę wciąż unoszącą się znad grani i klasyczny widok wyłaniający się powoli. Jest turystyczne do szpiku kości i wciąż nadzwyczajne. Obie rzeczy są prawdziwe.
Jezioro Titicaca, spokojne zakończenie
Po intensywności logistyki Machu Picchu trzy dni nad jeziorem Titicaca były właściwym sposobem na zakończenie. Bazowałem w Puno, zobaczyłem pływające wyspy Uros (turystyczne, ale naprawdę osobliwe i warte poranka) i nocleg u rodziny na wyspie Amantaní, który był ludzkim szczytem całej podróży: rodzina, która nakarmiła mnie pstrągiem i zupą z komosy ryżowej, mecz piłki przeciwko miejscowym na 3800 metrach, który przegrałem sromotnie i bez tchu, oraz nocne niebo nad jeziorem zupełnie bez zanieczyszczenia światłem.
Titicaca leży wysoko, około 3800 metrów, i jest zimno w nocy w sposób, który dzienne słońce maskuje. Spakuj warstwy. Noclegi u rodzin są skromne, a ich ciepło nie ma nic wspólnego z temperaturą.
Ile to kosztowało, z grubsza
Za dwa tygodnie, podróżując w średnim standardzie (pokoje prywatne w pensjonatach, mieszanka autobusów i trzech lotów krajowych, jedzenie głównie lokalne z kilkoma szaleństwami, wszystkie bilety do najważniejszych miejsc i kilka wycieczek), wydałem w okolicach 1400–1600 USD, nie licząc lotu międzynarodowego. Największe pozycje to loty krajowe, pociąg i bilety do Machu Picchu oraz jedna ekstrawagancka kolacja w Limie. Można zrobić to znacznie taniej na budżecie plecakowym albo znacznie drożej, jeśli wszędzie się lata i nocuje w butikowych miejscach.
Co bym zmienił
Trzy rzeczy. Po pierwsze, zarezerwowałbym Machu Picchu jeszcze wcześniej; mój preferowany termin dostałem tylko dlatego, że planowałem z miesięcznym wyprzedzeniem, i patrzyłem, jak inni się szarpią. Po drugie, nie planowałbym niczego forsownego na pierwsze czterdzieści osiem godzin na wysokości i jestem wdzięczny, że ktoś mnie od tego odwiódł. Po trzecie, oparłbym się pokusie, którą czułem nieustannie, by upchnąć czwarty region. Dwa tygodnie wystarczają na Limę, Cusco, Świętą Dolinę, Machu Picchu i Titicacę zrobione w ludzkim tempie. Nie wystarczają, by doczepić jeszcze Amazonię czy północ. Zostaw je na powrotną podróż. Peru bardzo dobrze sprawia, że chcesz wrócić.
Jeśli planujesz własne dwa tygodnie, zbuduj trasę wokół wysokości, a nie wokół mapy, zarezerwuj najpierw pozycje z biletami na stałe terminy i zostaw sobie powolne dni. Niespieszne popołudnia w Ollantaytambo i mecz piłki na Amantaní to to, co pamiętam najbardziej, a żadne z nich nie było na mojej pierwotnej liście.